Plusy i minusy macierzyństwa w UK

Zanim urodziłam swoje dziecko nie raz ze zdziwieniem patrzyłam na brytyjskie matki i ich dzieci. Szokował mnie widok maleństwa bez czapki i skarpet w chłodny dzień, oburzenie wywoływały kobiety karmiące swoje pociechy frytkami i hamburgerami, z niedowierzaniem wysłuchiwałam opowieści o lekarzach na wszystko przepisujących dziecku paracetamol.

mom and babyZastanawiałam się, jak Polki radzą sobie z macierzyństwem w miejscu tak różnym od Polski, z dala od mamy służącej radą i pomocą, w innym klimacie i kulturze?

Wszystko się zmieniło, kiedy sama zaszłam w ciążę. Na własnej skórze przekonałam się, że owiana złą sławą brytyjska służba zdrowia wcale nie jest taka straszna. Spotkałam się z wieloma negatywnymi opiniami na temat prowadzenia ciąży w UK. W większości były to mity, bo osobiście byłam bardzo zadowolona – miły personel i wykonane wszystkie potrzebne badania. Poród i pobyt w szpitalu też dobrze wspominam: świetna opieka i troskliwe położne będące na każde zawołanie pacjentki, zawsze uśmiechnięte i pomocne to coś, co w polskich szpitalach jest rzadkością.

Większość Polek rodzących w Wielkiej Brytanii, z którymi miałam okazję rozmawiać, jest zadowolona z opieki szpitalnej w trakcie i po porodzie. Ale opieka lekarska nad dzieckiem to już inna historia! Prawie każda z moich koleżanek rodaczek narzeka na brytyjskich lekarzy, uważa ich za niekompetentnych i nie ma do nich zaufania. Znam przypadek, gdy troskliwa mama zabiera swoją pociechę na okresowe badania do Polski! Z własnego doświadczenia wiem również, że brytyjscy lekarze także mają własne zdanie na ten temat. Uważają, że Matka Polka zazwyczaj nie marnuje czasu, sama stawia diagnozę i prosi o odpowiednie lekarstwo – najczęściej antybiotyk. Cóż… stereotypy bywają krzywdzące dla obu stron.

Co kraj to obyczaj

Brytyjka ma nieco inne podejście do opieki nad dzieckiem niż Polka. Zdaje się nie wiedzieć, do czego służy czapka, a może wychodząc z domu w pośpiechu zapomina także o skarpetkach czy bucikach dla niemowlęcia? Z resztą, jej starsza latorośl też nie zakłada zbyt wiele na siebie, wystarczy, że zza chmur wyłoni się słońce, a sezon na letnią garderobę można uznać za otwarty. Co tam wiatr czy ledwo 8 stopni ciepła. Brytyjskie dzieci mają chyba coś w genach, co sprawia, że nigdy nie jest im zimno. „Zimny wychów” ma swoje zalety – hartuje młody organizm, ale oczywiście żadna Matka Polka nie zdecyduje się na takie praktyki uodparniania dziecka. W parku słyszałam nawet żart: Po czym rozpoznać Polskie dziecko? Po czapce na głowie! I to jest prawda. Sama prawie nigdy nie rezygnuję z czapki dla mojego dziecka, bo albo jest zimno i pada, albo wieje, albo świeci ostre słońce. W każdym z tych przypadków uważam za konieczność chronić główkę maleństwa. Oczywiście my, Polki mamy niezdrową tendencję do przegrzewania dzieci. Usprawiedliwia nas jednak to, że w Polsce, skąd pochodzą nasze nawyki, klimat jest bardziej ostry niż w Wielkiej Brytanii.

Odwiedzając place zabaw zaobserwowałam także pewną prawidłowość: rodowite mieszkanki Wysp Brytyjskich wyznają zasadę: „Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz” i pozwalają dzieciakom wyhasać się do woli. Pozostają niewzruszone nawet, gdy potomek wspina się na drzewo lub zwisa do góry nogami z metalowej konstrukcji. Matka Polka natomiast wierzy, że „strzeżonego Pan Bóg strzeże” i chodzi za swym dzieckiem krok w krok, aby czasem nie nabiło sobie guza, lub aby się nie pobrudziło.

Wielka Brytania jest miejscem niezwykle (w porównaniu do Polski) przyjaznym mamie i dziecku. Chodzi mi o przewijaki w każdej publicznej toalecie, krzesełka do karmienia w restauracjach i kawiarniach, windy, miejsca na wózek w autobusach, mnogość parków i placów zabaw zachowanych w nienagannej czystości oraz życzliwych ludzi zawsze gotowych pomóc. Do tego polityka socjalna państwa jest godna pochwały. Polki czują się tu bezpiecznie pod względem finansowym. Po porodzie mogą zadecydować, kiedy i czy w ogóle chcą wrócić do pracy. W Polsce na taki komfort mogą pozwolić sobie nieliczne rodziny. Dlatego też wielu polskim parom łatwiej przychodzi decyzja o powiększeniu rodziny właśnie tutaj.

Wielkim minusem jest niestety odległość od rodzinnego kraju. Nasze dzieciaki rzadko widują swoje babcie, dalszej rodziny często wcale nie znają. Ale w dobie tanich linii lotniczych i jeszcze tańszych rozmów telefonicznych czy Internetu, można to jakoś znieść. Poza tym, na emigracji łatwiej zawiera się znajomości z rodakami, toteż nierzadkim zjawiskiem są „Polskie Kluby Rodzica”, w których mamy mogą się poznać, porozmawiać czy wymieniać doświadczeniami.

Współczesne młode Matki Polki świetnie dają sobie radę mimo przeciwności i braku wsparcia rodziny z Polski, potrafią wykorzystać szanse, jakie daje im państwo i doskonale odnajdują się w nowej rzeczywistości. Może są nieco nadopiekuńcze i nie pozwalają swoim dzieciom za szybko się usamodzielnić, ale wszystko to wynika jedynie z ich miłości. Taka jest właśnie matczyna miłość po polsku, czasem nachalna, za to zawsze szczera i gotowa do najwyższych poświęceń.

_____________
Dzieciak.co.uk
Źródło: Anna Mackiewicz / www.kobietawuk.info

Share |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także:

AssureDNA – domowy zestaw do testu na ojcostwo

W Wielkiej Brytanie wykonanie testu na ojcostwo stało się opcją dostępną dla wszystkich, z możliwością pobrania próbek w zaciszu domowym.…

UK: Zabrali mi dziecko

Według polskiej ambasady w Londynie, w Anglii może przebywać nawet 100 tysięcy polskich dzieci. Co roku co najmniej setka…

UK: Polski Telefon Zaufania dla Ofiar Przemocy w Rodzinie

Od 2 kwietnia 2014 wszystkie osoby dotknięte problemem przemocy w rodzinie mogą skorzystać z Polskiego Telefonu Zaufania – 01270…