UK: Zabrali mi dziecko

Według polskiej ambasady w Londynie, w Anglii może przebywać nawet 100 tysięcy polskich dzieci. Co roku co najmniej setka jest odbierana rodzicom. Dlaczego?

indexMatka z małą córką uciekła z Anglii. Walczy o dziecko przed sądem”; „Rodzice z Krakowa walczą o dzieci odebrane w Anglii”; „Tragedia Polki. W szpitalu odebrano jej dziecko” – to tylko kilka nagłośnionych przez prasę przypadków z ostatnich lat. Co było powodem?

W pierwszym przypadku – opresyjny ojciec dziecka, pół-Syryjczyk pół-Anglik. W przypadku rodziców z Krakowa – rodzinne awantury, które skończyły się odebraniem dzieci obojgu rodziców. Trzecia sprawa dotyczy Polki, która przyszła z dzieckiem do szpitala, bo maluch miał wysypkę. Postawiono jej zarzut stosowania przemocy, zmuszono do podpisania dokumentów i odebrano dziecko.

Za opuszczenie lekcji

– Jestem samotną mamą, pracuję, czasem mogę wykonywać moje obowiązki w domu, innym razem muszę wyjechać na cały dzień – opowiada anonimowo jedna z Polek, której odebrano dziecko. – Parę razy pozwoliłam 9-letniemu synowi nie iść do szkoły, żeby się nim nacieszyć w domu. Innym razem zostawiłam go na wieczór samego, bo nie miałam wyboru – opisuje. – Wydaje mi się, że to szkoła zainterweniowała. Zabrano go prosto z zajęć. Na szczęście znam dobrze angielski i pomógł mi znajomy prawnik, więc walczyłam. Okazało się, że jeśli zmienię tryb pracy, dziecko może wrócić. Trwało to pół roku, ale mieszkamy znów razem – wspomina.

Za brudne ubranko

Mama 9-letniego chłopca miała dużo szczęścia, bo wiedziała, gdzie zgłosić się po pomoc, nie postawiono jej zbyt poważnych zarzutów i dobrze znała angielski. Inni rodzice jednak często nie rozumieją, co jest powodem pożegnania się z dzieckiem, a gdy dostają do podpisania dokument w obcym języku, są bezradni. Urzędnicy tłumaczą, że angielskie prawo rodzinne jest bardziej restrykcyjne niż polskie. To, co u nas przechodzi jako lekkie dziwactwo, powód do żartu czy przejściowe kłopoty, tu może być traktowane bardzo surowo, ponieważ pracownicy opieki społecznej wychodzą z założenia, że wszystkie dzieci mają prawo do godnych warunków życiowych. To oznacza, że urzędnicy mogą uznać za dyskwalifikujące rodzica wykroczenie powtarzający się krzyk, opuszczanie zajęć, brudne ubrania dziecka, ukradkowe popijanie jednego z rodziców czy bałagan w domu.

Za to, że była smutna

Błyskawiczne odbieranie dzieci rodzicom ma zresztą miejsce nie tylko w Anglii. Najpopularniejsza sprawa związana z odebraniem Polakom dziecka miała miejsce w Norwegii. O małej Nikoli słyszeliśmy w wiadomościach, pisały o niej gazety. Rozdzielono ją z rodzicami, bo… nauczycielom wydawała się smutna. Za rodzicami dziewczynki wstawiła się konsul RP w Oslo, która w liście do władz kraju pisała : „Nikola powinna przebywać w polskim środowisku wśród polskojęzycznych osób. Ona ma w Polsce bardzo dużą rodzinę, która może się nią zająć we właściwy sposób.” Niestety,

nie przyniosło to skutku. Sporo podobnych historii dociera też z Niemiec.

Boją się pomocy

Rodzice w obawie przed odebraniem im dzieci często boją się prosić o pomoc związaną ze swoją ciężką sytuacją. Jak słyszymy w fundacji Barka, niekiedy polscy rodzice w obliczu utraty pracy czy zmniejszenia zarobków nie zgłaszają się do opieki społecznej. Nawet, gdy trafiają na bruk, starają się nadal uniknąć pomocy, bo nie chcą, by dziecko zostało im odebrane. Do absurdu dochodzi też już po interwencji służb socjalnych – dzieci Polaków nie znających angielskiego i mieszkających w Polsce trafiają do przytułku w Anglii mimo, że w ojczyźnie czeka na nich kochająca rodzina. Inne – do rodzin zastępczych, z którymi nie umieją się porozumieć, bo nie znają języka. Brytyjskie służby przekonują, że starają się kierować podopiecznych do polskich rodzin zastępczych. Tych jednak jest jak na lekarstwo.

Mała suma może decydować

Od kilku lat w Wielkiej Brytanii mają miejsce kolejne cięcia zasiłków. Dane organizacji Cafcass, która stara się o zapewnienie dzieciom godnych warunków podczas toczących się rozpraw sądowych, pokazują, że mogą one przyczynić się do zwiększającej się ilości dzieci odebranych rodzicom. Szef organizacji Anthony Douglas przyznaje, że czasem małe sumy mogą zrobić dużą różnicę, jeśli chodzi o wiązanie końca z końcem. Według organizacji Children’s Society zmiany zaplanowane na ten i przyszły rok będą kosztowały pielęgniarkę samotnie wychowującą dwójkę dzieci 424 funtów rocznie, a pracownika wojska z trójką dzieci – 470 funtów rocznie. Jeśli dzięki temu rodzice nie dogrzeją domu, nie kupią dzieciom porządnych butów na zimę lub będą musieli zostawić maluchy same, by podjąć kolejny etat, mogą stracić dzieci.

Szansa na pomoc

A gdzie mogą zwrócić się rodzice? W Anglii działa Family Rights Group Helpline – pod numerem 0800 731 1696 od poniedziałku do piątku w godzinach 10:00-15:30. Na stronie www.gov.uk/complain-about-your-council można też złożyć skargę na warunki, w jakich dziecko znajduje się po odebraniu go.

– W przypadku przejęcia opieki nad dzieckiem, małoletnim obywatelem polskim, przez służby socjalne, rodzice mogą się zwrócić do wydziału konsularnego Ambasady RP z prośbą o pomoc – informuje Justyna Stańczewska, konsul Ambasady RP w Londynie na łamach Dziennika Gazety Prawnej. Brytyjskie służby zaczynają współpracować ze swoim polskim odpowiednikiem – w ubiegłym roku wysłano nawet przedstawicieli do polskiej opieki społecznej. Dzięki temu mniej dzieci ma trafiać do domów dziecka w Anglii, a więcej – do krewnych w Polsce. Ma to też pomóc wyjaśnić różnice kulturowe. Wielu polskich rodziców w Anglii z punktu widzenia urzędników mieszka skromnie i biednie, jednak w ich oczach wygląda to inaczej, bo tak „skromne” mieszkanie to w polskich warunkach standard.

Porywacze czy kochający rodzice?

Niektórzy polscy rodzice nie chcą czekać na kolejne wyroki i po prostu… porywają dzieci. Jak podaje Foreign and Commonwealth Office, liczba porwanych za granicę dzieci w ciągu ostatniej dekady się podwoiła i dziś rodzice wbrew wyrokowi sądu lub swojemu partnerowi porywają średnio dwoje dziennie. Trzy najpopularniejsze kraje, do których uprowadzane są dzieci to USA, Polska i Irlandia. I choć chwilowo rozwiązuje to problem rozdzielenia rodziny, zdarza się, że rodzi to jeszcze większe kłopoty – rodzic, który wcześniej miał prawo do rzadkich widzeń z dzieckiem, po porwaniu i wyroku sądu może stracić je na zawsze.

Nie tylko minusy

Warto jednak zauważyć, że praktyki brytyjskich służb specjalnych mogą mieć też plusy. Nie wiemy, ile dzieci zostaje odebranych z polskich rodzin, w których faktycznie dzieje się źle, bo takie osoby nie zgłaszają się po pomoc do konsulatu.

– Pamiętam taki obrazek z Polski: moi rodzice dzwonią na policję, bo sąsiad katuje syna. Policja przyjeżdża, idzie prosto do moich rodziców, poucza ich,a w tym czasie pijak zza ściany ma szansę doprowadzić się do porządku i gdy w końcu policjanci do niego idą, jest spokojny, a dzieci siedzą cicho. Później rodzice się bali dzwonić, bo ich zastraszał. I tak mój mały sąsiad pewnie był bity jeszcze wiele lat – tłumaczy anonimowo przedszkolanka z Wielkiej Brytanii, która „doniosła” ostatnio na rodziców, którzy prawdopodobnie bili dziecko. – W Anglii takie rzeczy są nie do pomyślenia, bo służby działają sprawnie – przy cieniu podejrzenia dziecko jest odseparowane. A że czasem zdarzy się pomyłka… – rozkłada ręce.

Dane z UK warto porównać z tymi z Polski. Tu urzędnicy popełniają podobne pomyłki, choć są różnice. W ubiegłym roku 1800 dzieci trafiło w Polsce nie do rodzin zastępczych, a do przepełnionych domów dziecka, bo ich rodzice byli za biedni. W przeciwieństwie do brytyjskiego „podwórka”, tacy rodzice z regionów, w których bezrobocie sięga 30 proc., nie mogą liczyć praktycznie na żadną poprawę swojej sytuacji, a co za tym idzie, na powrót maluchów do domu.

_________

Dzieciak.co.uk
Zródło: Goniec Polski

Share |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zobacz także:

Kalendarz szczepień w UK

Kiedy maluszek skończy dwa miesiące, rozpoczyna się okres szczepień ochronnych. Lekarz rodzinny, o ile wcześniej nie zrobiła tego Health…

Czym są „Parent, baby and toddler groups”?

Grupy te można znaleźć pod różnymi nazwami jak np. Mother and Baby groups, Parent and Toddler groups, Stay and…

Dziecko w środku wojny. Brytyjska kampania uświadamiająca

„To, że nie dzieje się to tutaj, nie znaczy, że nie dzieje się w ogóle” – tym hasłem, a…